***

Autor: Sok Z Czarnej Porzeczki, Gatunek: Poezja, Dodano: 31 sierpnia 2012, 22:36:14
[tekst został skasowany przez autora]

Komentarze (8)

  • "żre je much rój":))

    Ciekawy ten wiersz. Bardzo ładnie rozpoczęty. I taki jakiś "wizyjny" cały.

    Fajna druga strofka. Zastanawiałam się przez chwilę, czy podczas pisania przy kinkiecie światło nie razi w oczy, ale obejrzałam sobie galerię kinkietów i stwierdziłam, że jest duży wybór, można znaleźć odpowiedni, żeby pisać nie oślepiając sobie oczu światłem. No i jak mały kinkiet, to dużo miejsca na ścianie i można na niej, nie tylko przy kinkiecie, zmieścić wiele słów. A już na pewno wygodniej pisać na ścianie, niż na suficie, przy żyrandolu. Gdyby ktoś mi kazał pisać przy żyrandolu, to już wolałabym nawet przy świeczce, albo i w ogóle.

    Ale i tak najlepszy w wierszu jest muchrój, który żre.

  • Razi, nie razi, przy czymś trzeba pisać.

    "wizyjny" - o! to dla mnie zastrzyk, teraz czuję się zobowiązany, aby walczyć o przyszłość.

    "Ale i tak najlepszy w wierszu jest much rój, który żre."

    A mnie akurat ten fragment wydaje się z lekka banalny, za słaby.
    Lubię natomiast wers o straconych płodach i o odchodzącym trocheju.
    W ogóle ten wiersz jest jakiś taki trochę groteskowy.
    To taka, he he, moja wersja katastrofizmu.

    Fajnie, że Państwo wpadliście, :).
    Pzdr.



  • "A już na pewno wygodniej pisać na ścianie, niż na suficie, przy żyrandolu."

    Dlaczego na ścianie, to jakaś przenośnia czy co? Nie zamierzam pisać na ścianie. A kinkiety też mogą być stojące.

  • Tak, fajnie, że PAŃSTWO wpadliście. Mniejsza o to, że formułki wymaga drobnej korekty czy nie wymaga korekty mam kompletnie w dupie, ale fajnie, że ktoś się pojawił.
    Mniejsza o komentarz, fajnie, że jest ta ćwierćinteligencka formułka.

  • Tekst byłby naprawdę dobry, gdyby nie niedoskonałości warsztatowe. Rymy, rymy, rymy...

  • A niech to... Faktycznie, są kinkiety stojące! Cały mój wysiłek włożony w komentarz poszedł więc na marne. A rozpisałam się, bo kinkiet to moja zmora z przeszłości. kiedyś, w moim domu rodzinnym wisiał taki koszmarny kinkiet złożony z dwóch żarówek z obręczami, a z obręczy zwisało sto dwadzieścia kryształowych sopelków. Ponieważ wtedy wszyscy paliliśmy nałogowo, sopelki brązowiały od oblepiającej je nikotyny zawartej w wypełniającym dom papierosowym dymie. I, niestety, moim właśnie zadaniem było mycie tych sopelków. A wyglądało to tak, że najpierw zdejmowałam je z kinkietu, wrzucałam do miski z letnią wodą i Ludwikiem, a później szorowałam każdy szczoteczką do paznokci, osuszałam i z powrotem zawieszałam w szparkach ukrytych w obręczach. Było to tak pracochłonne i wkurzające, że robiłam sobie przerwy i spalałam przy tym przynajmniej cztery papierosy. Kinkiet miał być ozdobą raczej skromnego wnętrza, a był koszmarnym dodatkiem... Nie lubiłam go z całego serca.
    A tak na poważnie - bardzo ładna ta krótka strofka o pisaniu. Much rój natomiast mnie śmieszy, bo czyta się "muchrój" i każe wyobrażać sobie jakiegoś stwora.
    W wierszu dużo ciekawych rzeczy.

  • jakoś taki przepakowany

  • "muchrój" Małgosia dobrze złączyła i ja takbym wstawiła, tylko nie jestem pewna, czy przypadkiem nie pisz się "much roje".

    A tutaj sugeruję; z "kawą"

    "z kawą" noce spędzać przy kinkiecie pisząc -
    pokorną, maniakalną stać się sową.

    Pozdrawiam:))

DODAJ KOMENTARZ: Skasowanych treści nie można komentować